W końcu Matthew wstał z fotela i na zesztywniałych nogach

134
Poczuła, jak ściska jej się żołądek. Ona też tak kiedyś wyglądała.
Młody człowiek chrząknął ponownie, rzucając niepewne
będzie potrzebowała wyroku sądowego, aby je obejrzeć. Ale ona
an43
się na czym skupić. Bólu też nie brakowało, a jakże. Ale ten ból
z marketu Sanborn. Brian podał kobiecie pieniądze tak sprytnie, że
nim, myślała i marzyła, ale nigdy nie sądziła, że to może stać się
Diaz spojrzał na nią z ledwie dostrzegalnym zaciekawieniem,
niewykluczone. Kiedyś.
Marshalla Baldwina, ona i Chase nigdy nie zdołają na nowo się odnaleźć. Ich małżeństwo było zbudowane na piasku, nie na skale. Dlatego teraz powoli i w sposób nieunikniony zaczęło się walić. Wiedziała, że nigdy nie będą w stanie sobie zaufać i wyjść z potrzasku, jeżeli nie poznają prawdy. Kiedy przeglądała notatki, włączył się fax i zaczęły z niego wychodzić zadrukowane kartki. Zmarszczyła czoło i przeczytała wiadomości. Sweeny powoli rozgryzał Baldwina. Dotarł do kobiety, z którą Baldwin spędzał czas w Fairbanks. Była skłonna opowiedzieć wszystko, za pięć tysięcy dolarów. Emerytowany parobek z załogi zatrudnionej do pracy przy rurociągu pamiętał Marshalla jako porządnego, pracowitego, spokojnego i przystojnego mężczyznę, który musiał opędzać się od kobiet. Były też inne wątki, w większości prowadzące donikąd, bo tak naprawdę chyba nikt nie poznał Baldwina. Sweeny nie przestawał szukać. Cassidy westchnęła, spięła kartki i dołączyła je do rosnącej sterty w szufladzie biurka. Wyciągnęła gruby plik dokumentów - wycinki z gazet, raporty policyjne i straży pożarnej, zdjęcia i wszystko, co znalazła na temat pożaru, w którym zginęli Angie i Jed. Zawsze gdy patrzyła na fotografię Angie, ogarniało ją poczucie wszechogarniającego smutku. Nigdy nie lubiła Jeda Bakera, ale nie życzyła mu śmierci. Jego rodzina nie przebolała straty syna. Kiedy okazało się, że nie znaleziono sprawcy pożaru, Bakerowie zarzucili szeryfowi nieudolność. Potem przeprowadzili się do Oregonu i osiedli gdzieś na Środkowym Zachodzie, z dala od wspomnień i bólu. Cassidy wolała zostawić ich w spokoju, żeby nie wywoływać duchów przeszłości. Zwróci się do nich o pomoc, dopiero gdy będzie musiała. Jeśli będzie to konieczne, żeby odnaleźć sprawcę obydwu pożarów, albo jeżeli dzięki temu mogłaby się dowiedzieć czegoś więcej o Marshallu Baldwinie. Albo o Brigu. Trzymając w ustach koniec pióra, przekartkowała dokumenty. Jej palce natrafiły na zdjęcie Marshalla Baldwina, zamyślonego i tajemniczego. Kim był? Może to nie Brig. Może był tylko podobny do McKenziech i z jakichś powodów ukrywał swoją przeszłość. Może miał trudne dzieciństwo, może uciekał przed prawem albo przed obowiązkami wobec żony i dzieci, z którymi nie chciał mieć do czynienia. Mógł być zamieszany w jakąś nielegalną działalność i uciekać przed mściwym wspólnikiem, przed mafią lub milionem innych rzeczy. Albo był to Brig McKenzie, a Chase kłamie. Znowu. Zamknęła na chwilę oczy i słuchała McCartneya, śpiewającego Yesterday, dawny przebój Beatlesów. Ścisnęło ją w gardle. Wczoraj tak łatwo było kochać... Czego mógł chcieć Baldwin? Dlaczego ze wszystkich tartaków na Północnym Zachodzie wybrał akurat tartak Buchanana i dlaczego, jeżeli chciał zrobić interes z korporacją Buchananów, nie zadzwonił do Derricka albo do ojca? To nie mogła być cała prawda. Chase, który spotkał się z Baldwinem, nie mówił wszystkiego. Och, wierzę we wczoraj. - Przestań - wymruczała sama do siebie i zmieniła płytę na mniej melancholijną. Zrobiła kilka notatek. Spisała pytania, na które chciała znaleźć odpowiedź. Potem przepisała je na komputerze, sprawnie poruszając pacami po klawiaturze. Czy istnieje związek między dwoma pożarami? Czy Marshall Baldwin był sprawcą, czy ofiarą? Co z Chase’em? Co z Williem? Z innymi członkami rodziny Chase’a? Gdzie jest Sunny? Czy zaplanowała ucieczkę ze szpitala? Z tego, co Cassidy wiedziała, jakiś rolnik podwiózł Sunny do posiadłości Buchananów, ale Rex i Dena twierdzą, że jej nie widzieli. Może pojechała odwiedzić Williego? Pytania mnożyły się. Jej myśli zataczały szerokie kręgi, ale w końcu i tak wracała do punktu wyjścia. W uszach pobrzmiewały jej słowa Felicity. Co ona mówiła? Cassidy skupiła się. Coś o tym, że ma nadzieję, że ten facet ze szpitala umrze, żeby oni nie musieli się bać kolejnego pożaru. O ile to Marshall Baldwin był podpalaczem i jeżeli działał sam. Ale jeśli był w zmowie? Może przyjechał, żeby zemścić się na Chasie... Ale za co? Była tak pochłonięta pracą, że nie zauważyła, kiedy wszedł. Muzyka grała głośno i Cassidy nie usłyszała hałasu silnika, odgłosu opon na żwirze ani trzasku szklanych drzwi. Wydawało jej się, że na ekranie komputera zobaczyła ducha, ale zorientowała się, że to odbicie Chase’a. Serce w niej zamarło. Odwróciła się i zobaczyła, że czyta jej notatki. - Zajęta jesteś, co? - spytał ostrym tonem. - Więc znowu zabawiasz się w dziennikarkę i detektywa? Wiedziałem. Próbował ją sprowokować do kłótni. Miał surowy wyraz twarzy i zaciskał palce na kuli. - Nie robię tego dla gazety. - Oczywiście. Nie uwierzył jej. - Wiedziałeś, że jestem dziennikarką, kiedy się ze mną żeniłeś. - A ty z żalem zostawiłaś pracę przed kamerą, żeby się tu przeprowadzić i pracować dla gazety. - Nigdy nie robiłam z tego problemu. Mruknął z niesmakiem i pokręcił głową. - Zawsze się zastanawiałem, jak to się stało, że dziewczyna, która więcej czasu spędzała z końmi niż z rówieśnikami, została dziennikarką.
- Skąd masz te naczynia?
mała winda zatrzymała się na parterze z cichym sykiem.
w język. Prędzej padnie trupem, niż go o cokolwiek zapyta. Nie miała
salony fryzjerskie koronawirus

Jęknęła, kiedy przednie koło uderzyło w coś mocno, a ona sama poleciała w przód i zatrzymała się, szarpnięta gwałtownie przez napięty pas. Jak długo ma jeszcze dążyć przed siebie, zanim napotka jakąkolwiek formę życia? Zgodnie ze swoimi wyliczeniami powinna była już dawno dotrzeć do miejsca zamówionego noclegu. Gdzież mogła, u diabła, być? Droga pięła się w górę stanowczo zbyt ostro...

nad nim Diaz i podniósł Maksa z ziemi. - No, chodźmy teraz do niej.
- Chyba chciałabyś odwiedzić toaletę - powiedział, a ona
samych na noc.
mały ZUS dla kogo

- No dobra - powiedział. - Co mogę dla was zrobić, hę?

miał poczucie humoru i zawsze informował je, co słychać u
ufam, że w ciągu dziesięciu minut odprowadzisz Imogen do domu, i
nie było już poprzedniego gniewu.
www.gabryjaczyk.com.pl/page/2/

- Jeśli dzwoniłabym z domowego, to Rip odebrałby w drugim

wątpliwości, kto tu rządzi.
46
głosu Zuzanny. Ciekawe, co zastaną na miejscu?
www.ortopedawarszawa.net.pl/page/2/